
Urodziła się w Warszawie 7 listopada
1867 r., jako ostatnia z pięciorga dzieci. Ojciec - Władysław Skłodowski,
matka- Bronisława Boguska. 1876 r.
umiera matka Marii Skłodowskiej - Bronisława Boguska.
1882 r. Maria Skłodowska ukończyła gimnazjum ( w wieku
15 lat).
Lata 1890-1891 - Maria Skłodowska uzyskuje dostęp do Laboratorium
Muzeum Przemysłu i Rolnictwa . Kierownikiem Pracowni
Fizycznej w Muzeum był kuzyn Marii - Boguski Józef
Jerzy ( 1853-1933) - fizykochemik. W latach 1875-1876 Józef Boguski
był asystentem Dmitrija Mendelejewa( 1834 -1907). Po
powrocie do Polski Józef Boguski utrzymywał
przyjacielskie stosunki ze swoim nauczycielem, posyłał jemu nowe prace i
komunikaty o planach naukowych. Józef Boguski w
liście wysłanym w 1898 r . do Dmitrija Mendelejewa
poinformował go o odkryciu polonu i radu przez Marię Skłodowską- Curie.
1891 r. wyjazd Marii Skłodowskiej na studia do Paryża
1893 r. Maria Skłodowska uzyskuje licencjat z fizyki
1894 r. Maria Skłodowska uzyskuje licencjat z matematyki
1895 r. ( 26 lipca ) małżeństwo Marii
Skłodowskiej z Pierre Curie.
1897 r. ( 12 wrzesień) - urodziny córki Ireny.
Irena Curie w 1918 r. uzyskuje licencjat z fizyki; zostaje asystentką Marii
Skłodowskiej- Curie. W 1925 r.Irena Curie broni pracy
doktorskiej pt „ Badania nad promieniami alfa
polonu". W 1934 r. Irena Joliot - Curie wraz z mężem Frederickiem
Joliot - Curie dokonuje odkrycia zjawiska sztucznej promieniotwórczości. W 1935
r. wraz z mężem Irena zostaje laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie chemii (
przyznaną za syntezy nowych pierwiastków promieniotwórczych). Irena Joliot -
Curie i Frederic Joliot- Curie mieli dwoje dzieci : córkę Helenę ( została badaczem jądrowym) i syna Pierre ( został biofizykiem). Irena Joliot - Curie zmarła
na białaczkę 17 marca 1956 roku w wieku 59 lat.
1898 r. pierwsza samodzielna praca naukowa Marii Skłodowskiej - Curie
zaproponowana przez prof. Gabriela Lippmanna " Własności magnetyczne zahartowanej stali".
1898 r. odkrycie polonu i radu przez małżonków Curie.
1899 r. Maria Skłodowska -Curie po raz pierwszy od zamążpójścia
przebywa w Polsce w Zakopanem . Towarzyszy jej mąż - Pierre Curie. Spotyka się tam z rodziną, między innymi z
bratem Józefem, siostrą - Bronisławą i ojcem - Władysławem. Siostra Marii
Skłodowskiej - Curie - dr Bronisława Dłuska buduje w
Zakopanem sanatorium dla chorych na płuca.
1900- 1905 r. Od października 1900 r. Maria Skłodowska- Curie
pracuje w Wyższej Szkole Normalnej w Sevres, jako pierwsza profesor - kobieta.
W szkole kształcą się przyszłe nauczycielki żeńskich szkół licealnych. Wśród
wykładowców byli najwybitniejsi uczeni Sorbony i College de France.
1902 r. umiera ojciec Marii - Władysław Skłodowski.
1902 r. Maria Skłodowska - Curie ustala własności radu.
1903 r. Maria Skłodowska - Curie broni pracy doktorskiej.
1903 r. Maria Skłodowska - Curie zostaje laureatką Nagrody Nobla z
Fizyki za odkrycie promieniotwórczości i pierwiastków promieniotwórczych.
1904 r. ( 6 grudzień) urodziny córki Ewy.
W 1938 r. ukazała się drukiem we Francji opracowana przez Ewę Curie biografia
Marii Skłodowskiej - Curie. Książka Ewy Curie miała także kilkanaście wydań w
Polsce. W czasie II wojny światowj Ewa Curie działała
w Siłach Zbrojnych Wolnej Francji. Była korespondentem wojennym wielu
dzienników amerykańskich, a także jednym z Dyrektorów " Paris - Presse". Jej mąż Henri Labouisse był ambasadorem
USA w Grecji, poźniej Dyrektorem Generalnym United Nations Childrens Found. W 1956 r Henri Labouisse
odbierał przyznaną organizacji UNICEF pokojową Nagrodę Nobla. Ewa Curie - Labouisse mieszka w USA.
1906 r. ( 19 kwiecień) -tragiczna śmierć męża Pierra
Curie ; objęcie Katedry Fizyki na Sorbonie.
1910 r. Maria Skłodowska - Curie otrzymuje metaliczny rad ; Polonu Maria Curie nie wyodrębniła. Wyodrębniono
jednak ten pierwiastek w czystej postaci w jej laboratorium i dokonano z nim
szereg ciekawych eksperymentów .
1911 r. ( 29 październik) Maria Skłodowska- Curie uczestniczy w I Kongresie Solvajowskim
w Brukseli. Chemik i
przemysłowiec francuski Solvay Ernest (1838-1922)
założyciel Międzynarodowego Instytutu Fizyki zorganizował obrady tego Kongresu.
Wśród uczestników Kongresu znaleźli się między innymi:
1911 r. przyznanie Marii Skłodowskiej - Curie Nagrody Nobla z Chemii za odkrycie nowych pierwiastków i
otrzymanie radu w stanie czystym.
1912 r. ( 6 maja) Delegaci Towarzystwa Naukowego Warszawskiego
przeprowadzają z Marią Skłodowską- Curie rozmowę w Paryżu. Przewodniczącym
delegacji jest Sienkiewicz Henryk ( 1846 - 1916) pisarz polski, laureat Nagrody
Nobla w dziedzinie literatury ( 1905 r.). Delegaci namawiają Marię do powrotu
do Polski. Propozycja Towarzystwa była dla Marii Curie bardzo miła, bo
odpowiadała dawno żywionej przez nią chęci pracowania w rodzinnym środowisku.
Dla urzeczywistnienia jej nie wahałaby się rozstać ze starszą córką, która
musiałaby pozostać w Paryżu. W odpowiedzi delegatom Maria Curie nie mogła na
razie zdecydować się na pryjazd do Warszawy i
opuszczenie Paryża z dwu powodów :
Decyzję ostateczną Maria Curie
odłożyła do czasu usunięcia powyższych przeszkód. ( Protokół 79 posiedzenia
Towarzystwa Naukowego Warszawskiego z dnia 16 maja 1912 r.). Maria Skłodowska -
Curie nadesłala na adres Towarzystwa kosztorys
urządzenia pracowni radiologicznej.Pragnęła ją
uruchomić mimo powyżej przedstawionych przeszkód do lipca 1913 r. ( Protokół Nr
95 z posiedzenia Zarządu Towarzystwa Naukowego Warszawskiego z 2 stycznia 1913
r.).
W protokole Nr 98 posiedzenia Towarzystwa Naukowego Warszawskiego z 12 lutego
1913 r. jest informacja o postanowieniu otwarcia pracowni radiologicznej od 1
sierpnia 1913 r. i mianowaniu Marii Skłodowskiej - Curie kierowniczką tej
pracowni. Protokół Zebrania Ogólnego Towarzystwa Naukowego Warszawskiego z 25
listopada 1913 r. zawiera informację : " Członek
honorowy Towarzystwa Nukowego Warszawskiego Maria
Skłodowska - Curie wygłosiła odczyt " O radioaktywności i ciałach
radioaktywnych "
1914 r. wybuch I wojny światowej; przerwana zostaje łączność Marii
Skłodowskiej - Curie z pracownią radiologiczną w Warszawie ; zajmuje
się w okresie wojny między innymi organizowaniem wojskowego lecznictwa
radiologicznego.
1919 r. praca w Instytucie Radowym w Paryżu.
1920 r. Marię Skłodowską - Curie odwiedza w Instytucie Radowym przy
ul. Pierre Curie w Paryżu dziennikarka amerykańska z
Nowego Jorku - p. Meloney ( Missy).
Organizuje ona pobyty Marii Skłodowskiej- Curie w USA ( 1921 i 1929 r.)
1921 r. ( maj- 28 czerwiec) pierwsza podróż do USA ( spotkanie z
prezydentem USA ( od 1921 r.) Hardingiem Warrenem Gamalielem ( 1865-1923). W USA przebywa wraz z córkami
Ireną i Marią. Odbiera
1922 r. Udział w pracach Międzynarodowej Komisji Współpracy
Intelektualnej w Genewie .( Rada Ligi Narodów mianuje
Marię Skłodowską - Curie członkiem tej komisji; później zostaje jej
wiceprzewodniczącą).
1925r. udział w uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego pod Instytut
Radowy w Warszawie. Maria spotyka się z prezydentem Wojciechowskim
Stanisławem ( 1869-1953) - drugim prezydentem RP ( 1922-1926) oraz z polskimi
fizykami i chemikami.
1929 r. ( październik) druga podróż do USA . Maria
Skłodowska-Curie jest gościem prezydenta USA ( 1929 - 1933) Hoovera
Herberta Clarka( 1874- 1964). Przez kilka dni mieszka w Białym Domu. Ameryka
daruje Marii Curie drugi gram radu ( pierwszy gram podarowano jej w 1921 roku).
Zwiedza Uniwersytet Św. Wawrzyńca ( 26 października) pod opieką Younga Owena D. ( 1874 - 1962) - prawnika
i ekonomisty amerykańskiego . Na frontonie gmachu fizyki znajduje się
płaskorzeźba w kamieniu przedstawiająca jej wizerunek. Bierze także udział w
jubileuszu Edisona .
1932 r. ( 29 maj) uczestniczy jako honorowa kierowniczka w uroczystości
otwarcia Instytutu Radowego im. Marii Skłodowskiej - Curie w Warszawie.
Dyrektorem Instytutu Radowego została jej siostra dr Bronisława Dłuska. Wykończony w pełni został szpital należący do
Instytutu Radowego . Maria Skłodowska - Curie
uczestniczy w jego inauguracji wraz z prezydentem RP (1926-1939) chemikiem
prof. Ignacym Mościckim ( 1867 - 1946) . Uczestniczy
także w sadzeniu drzewek przed Instytutem Radowym . Jest
to ostatnia podróż Marii Skłodowskiej - Curie do Polski.
1933 r. ( wiosna) ostatnie wykłady na Sorbonie.
1933 r.( październik) odbył się Kongres Solvayowski.
Komitetowi naukowemu Kongresu przewodniczył Langevin
Paul ( 1872 - 1946)- fizyk francuski.
Na Kongres zaproszono Irenę Joliot - Curie( 1897- 1956) i Fredericka Joliot -Curie (1900 -1958) - fizyków
francuskich; # laureatów Nagrody Nobla z chemii w 1935 r.
Na Kongres zaproszono poza Marią Skłodowską -Curie i jej córką Ireną
Joliot - Curie jeszcze trzecią kobietę - Lise
Meitner ( 1878-1968) , pracującą
wówczas w Berlinie , gdzie współpracowała z Otto Hahnem
( 1879 - 1968) -fizykochemikiem niemieckim ( w 1918 Lise
Meitner i Otto Hahn odkryli pierwiastek protaktyn (
Pa , Z= 91) , niezależnie od Soddy Fredericka ( 1877- 1956) i Cranstona
Johna ur.1891 ).
Einstein Albert był nieobecny na Kongresie. Przebywał wtedy w USA.
Na Kongresie obecni byli między innymi:

1934 r. Maria Skłodowska- Curie umiera 4 lipca 1934 r. na
skutek anemii złośliwej aplasycznej o przebiegu
gwałtownym, gorączkowym.
1934 r. Towarzystwo Naukowe Warszawskie wybija medal pamiątkowy ku
czci Marii Skłodowskiej - Curie.
W 1935 r.
ukazuje się książka Marii Curie . Na okładce widnieją
słowa Maria Curie. Profesor Sorbony, Laureatka nagród Nobla z fizyki i chemii.
Tytuł " PROMIENIOTWÓRCZOŚĆ".
W 1953 r.
ukazało się w Polsce II wydanie tej książki. Maria Skłodowska - Curie. Promieniotwórczość . PWN, Warszawa, 1953.( tłum. z jęz. francuskiego).
W 1954 r.
ukazały się także w wyd . PWN Prace Marii Skłodowskiej- Curie zebrane przez Irenę
Joliot- Curie.
Chemia jądrowa i fizyka jądrowa swymi
korzeniami tkwią w odkryciach Marii Skłodowskiej -Curie i jej męża Pierre Curie. Ich nazwisko weszło do nauki na zawsze.
Na cześć małżonków Curie nadano nazwę KIUR
pierwiastkowi transuranowemu odkrytemu w 1944 r.w
zespole badawczym Gleena T. Seaborga
ur. 1912 w USA ; ( sposób odkrycia - przez
bombardowanie plutonu-239 (Z = 94 ) cząstkami alfa). Kiur jest to 96
pierwiastek w układzie okresowym ( Kiur , Cm, Z = 96).
Literatura :
Maria Skłodowska - Curie - Autobiografia,
Wyd. II, PWN, Warszawa, 1960.
Ewa Curie - Maria Curie, PWN, Warszawa, 1958 (tłum. z
jęz. francuskiego).
Józef Hurwic - Maria Skłodowska - Curie
, Wydawnictwo Polonia, Warszawa , 1967
Francoise Giroud - Maria
Skłodowska - Curie, PIW, Warszawa, 1987.
Anna Gawryś, Zbigniew Gawryś - Poczet wielkich fizyków atomistów Nasza
Księgarnia, Warszawa, 1983.
Eugenia Cotton - Rodzina Curie i promieniotwórczość
.Wiedza Powszecha, 1965. ( tłum.
z jez. francuskiego Stanislawa
Dłuska).
Michał Flis - Warszawskie ślady archiwalne naukowej działalności Marii
Skłodowskiej - Curie. Problemy Nr 9, s. 644, 1954.(w artykule prezentowana jest
między innymi treść protokołów z posiedzeń Zarządu Towarzystwa Naukowego
Warszawskiego).
Mieczysław Taube - Pierwiastki transuranowe. Chemia i
technologia. WNT, Warszawa, 1961.
Makarenija Aleksandr A. - D.I.Mendelejew
i fiziko- chimiczeskije nauki . Opyt naucznoj
biografii D.I. Mendelejewa. Energoizdat, Moskwa,
1982.

W czerwcu 1903 r. na zaproszenie Instytutu
Królewskiego (Royal Institution)
Maria Skłodowska -Curie wyjeżdża wraz z mężem do Londynu. Pierre
Curie został zaproszony celem wygłoszenia odczytu o radzie.
Wita ich lord Kelvin ( William Thomson (1824-1907). W prezencie otrzymuje
odrobinę radu zamkniętą w szklanej ampułce.
Na wykładzie byli obecni między innymi :
Po powrocie do Paryża Pierre Curie ogłasza z Sir Jamesem Dewarem
( wtedy jeszcze profesorem) pracę o gazach wydzielanych przez bromek radu.
Także w czerwcu 1903 r. Maria
Skłodowska - Curie uzyskuje doktorat Sorbony. Temat :
"Badanie ciał
promieniotwórczych".
Wśród członków Komisji byli między innymi profesorowie :
W wielkim triumfie Marii Skłodowskiej
- Curie uczestniczyli :
Po obronie doktoratu gratulacje w
imieniu Komisji złożył Marii Skłodowskiej- Curie profesor Lippman
Gabriel ( 1845-1921), laureat
nagrody Nobla z Fizyki z 1908 r.
Do grona przyjaciół Marii
Skłodowskiej - Curie należeli :
* Jean Perrin (1870-1942) -laureat Nagrody Nobla z
fizyki z 1926 r. za prace dotyczące nieciągłej budowy materii. Wraz z Marią
Skłodowską - Curie wykładał w Wyższej Szkole dla dziewcząt w Sevres i Sorbonie.
* Andre Debierne (1874-1949)- odkrywca aktynu ( Ac,
Z= 89, 1899 r.)
* Paul Langevin ( 1872 - 1946) - twórca teorii
paramagnetyzmu.
* Georges Urbain
(1872-1938) odkrywca lutetu ( Lu, Z= 71, 19.07 r).
W listopadzie 1903 r. Towarzystwo Królewskie ( Royal Society) w Londynie
przyznał Marii Skłodowskiej - Curie i Pierre Curie
jedno z najwyższych odznaczeń w świecie naukowym : medal
Davy'ego.
10 XII 1903 r. Maria Curie - Skłodowska wraz z mężem Pierre Curie (1859-1906) oraz z Henri
Antoine Becquerelem
(1852-1908) została Laureatem Nagrody Nobla z Fizyki za badania promieniotwórczości naturalnej, a także za
odkrycie polonu i radu ( małżonkowie Curie). Maria i Pierre
nie uczestniczą w uroczystości wręczenia nagród. Byli bardzo przemęczeni pracą,
obawiali się dalekiej podróży zimą.
W 1911 r Maria Skłodowska- Curie uzyskała
powtórnie Nagrodę Nobla, tym razem z Chemii za odkrycie
nowych pierwiastków oraz za badania nad wyodrębnieniem radu w stanie czystym . W podróży do Sztokholmu towarzyszą Marii siostra i
starsza córka Irena . Irena Joliot - Curie (
1897-1956) w 1935 r. także zostanie laureatem Nagrody Nobla z Chemii ( wraz z
mężem Frederickiem Joliot- Curie (1900 - 1958) za
syntezę nowych pierwiastkow promieniotwórczych.
ODKRYCIE POLONU i RADU ( 1898 r.)
Kraj odkrycia: FRANCJA
1. Nazwa pierwiastka
: Polon
Symbol : Po
Z = 84
Rok odkrycia :1898 ( lipiec)
Współodkrywca: Curie Pierre ( 1859-1906)
"...Przypuszczamy, że ciało, które
wyodrębniliśmy ze smółki uranowej zawiera nieznany jeszcze metal
,zbliżony do bizmutu ze swoich właściwości chemicznych. Jeśli istnienie
tego metalu się potwierdzi, proponujemy dla niego nazwę "polon" -od
imienia ojczyzny jednego z nas".
Pierre i Maria Curie, Sprawozdanie Francuskiej
Akademii Nauk (lipiec 1898 ) " O nowym ciele
promieniotwórczym zawartym w smółce uranowej".
Literatura:
Ewa Curie - Maria Curie
, PWN , Warszawa, 1958, s.150-151.
2. Nazwa pierwiastka
:Ra
Symbol : Ra
Z = 88
Rok odkrycia :1898 (grudzień)
Współodkrywca : Curie Pierre
(1859-1906)
"...Wyżej wyszczególnione fakty każą nam
przypuszczać, że w tym nowym związku promieniotwórczym znajduje się nowy
pierwiastek, który proponujemy nazwać radem. Nowy ten związek zawiera na pewno
bardzo znaczną ilość baru, mimo to jednak jest on silnie promieniotwórczy.
Promieniotwórczość radu musi być zatem ogromna".
Sprawozdanie Francuskiej Akademii Nauk , 26 XII 1898 r. ( W komunikacie Akademii Nauk jest mowa
o istnieniu w smółce uranowej drugiego pierwiastka promieniotwórczego).
Literatura:
Ewa Curie - Maria Curie, PWN,
Warszawa, 1958,s. 153.
" Pani Curie wysunęła pogląd, że promieniotwórczość jest specyficzną
właściwością danego pierwiastka i pomyślne wydzielenie radu z blendy uranowej
było prostym wynikiem takiego rozumienia tej właściwości [...] ".
Sir Ernest Rutherford (1871-1937), Frederick Soddy ( 1877-1956)- 1903 r.
W 1903 r. Sir E. Rutherford i F. Soddy opracowali teorię rozpadu pierwiastków promieniotwórczych.
Literatura:
E.
Rutherford, F. Soddy - Radioactive Change , [W:] The
Collection Papers of Lord Rutherford of Nelson,
" Pierwsze bezsporne dowody przemian zachodzących
w jądrach atomowych licznych pierwiastków chemicznych uzyskano badając zjawisko
promieniotwórczości ".
Frederic Joliot- Curie ( 1900-1958), 1934 r.
Literatura :
Frederic
Joliot- Curie - J.Chim. Phys.31,
1934, s.611 cyt. Olga Starosielska
- Nikitina, Helena Starosielska
- Rola Marii Skłodowskiej- Curie w rozwoju fizyki jądrowej, s.66 [W:] Studia
poświęcone Marii Skłodowskiej - Curie i Marianowi Smoluchowskiemu
, Ossolineum, Wrocław, 1968.
" Odkrycie i wyodrębnienie radu było
wydarzeniem o wyjątkowym znaczeniu dla nauki, zarówno z teoretycznego, jak i
praktycznego punktu widzenia. ...Odkrycie polonu i
radu otworzyło drogę do wyjaśnienia, że zjawisko promieniotwórczości polega na
samorzutnej przemianie substancji promieniotwórczych".
Sir Ernest Rutherford ( 1871-1937) , 1934 r.
Literatura :
Olga Starosielska-
Nikitina, Helena Starosielska
- Rola Marii Skłodowskiej- Curie w rozwoju fizyki jądrowej, s. 66. [W:] Studia
poświęcone Marii Skłodowskiej - Curie i Marianowi Smoluchowskiemu
, Ossolineum , Wroclaw, 1968 ( Monografie z
dziejów Nauki i Techniki, , Tom LI ).
„Odkąd przestałeś istnieć”
Wspomnienia Marii Skłodowskiej-Curie
Drogi
Piotrze, którego nigdy już tu nie zobaczę, chcę z Tobą pomówić w ciszy tego
laboratorium. Nie przypuszczałam, że zostanę w nim kiedyś sama, bez Ciebie.
Najpierw chcę przywołać w pamięci ostatnie dni, jakie przeżyliśmy razem.
Wyjechałam do Saint Remy w Wielki Piątek, 13 kwietnia. Sądziłam, że to dobrze
zrobi Irenie, a także, że łatwiej będę się tam mogła zająć Ewą bez mamki. O ile
dobrze pamiętam, ranek spędziłeś w domu i wymogłam na Tobie obietnicę, że
dołączysz do nas w sobotę wieczorem.
Udałyśmy się na stację, a Ty poszedłeś do laboratorium. Miałam Ci za złe, że
nie pożegnałeś się ze mną. Nazajutrz oczekiwałam Cię w Saint Remy, nie byłam
jednak pewna, czy Cię zobaczę. Wysłałam Irenę, żeby wyjechała Ci na spotkanie
na rowerze. Przyszliście we dwójkę, Irena cała we łzach, ponieważ wywróciła się
i zraniła w kolano. Biedne dziecko, Twoje kolano już się prawie wygoiło, za to
ojciec, który Ci je opatrywał, odszedł od nas na zawsze.
Byłam szczęśliwa, że Piotr jest razem z nami. Grzał sobie dłonie przy kominku w
jadalni i zaśmiewał się, widząc, jak Ewa też wyciąga rączki w kierunku ognia, a
potem je zaciera.
Dałyśmy Ci do zjedzenia śmietanę, którą lubiłeś. Spaliśmy w naszej sypialni
razem z Ewą. Powiedziałeś mi, że wolisz to łóżko od tamtego w Paryżu. Spaliśmy
przytuleni do siebie jak zwykle, dałam Ci chusteczkę Ewy, żebyś przykrył sobie
głowę. Ewa leżała za nami w koszyku. W nocy obudziła się, kołysałam ją, nie
chciałam, żebyś do niej wstawał, chociaż się do tego rwałeś.
Nazajutrz rano była piękna pogoda. Wstałeś i poszedłeś rozejrzeć się po
okolicy. Później wybraliśmy się wszyscy po mleko do pobliskiego gospodarstwa.
Śmiałeś się, widząc, jak Ewa wchodzi we wszystkie koleiny i łazi po kamieniach
leżących na drodze. Och! Tak słabo to wszystko pamiętam, zacierają mi się
szczegóły. Zdziwiliśmy się bardzo, że zakwitły już kolcolisty. Później
podniosłeś siodełko w rowerze Ireny i po obiedzie wybraliśmy się całą trójką na
rowerach do doliny Port Royal. Pogoda była wspaniała.
Zatrzymaliśmy się przy sadzawce w miejscu, gdzie droga przechodzi na drugą
stronę doliny. Pokazywałeś Irenie rośliny i zwierzęta; żałowaliśmy, że nie
znamy się na nich lepiej. Następnie minęliśmy Milon
Następnego dnia byłeś zmęczony, a pogoda nadal przepiękna. Rankiem usiadłeś na
łące położonej przy drodze prowadzącej do miasteczka, zaraz za skrętem w prawo,
za domem Borgeaudów. Irena uganiała się z małą
okropną siatką i próbowała łapać motyle. Twierdziłeś, że i tak żadnego nie
złowi, tymczasem ku jej ogromnej radości próba się powiodła. Namówiłam ją, by
darowała motylowi wolność. Usiadłam, opierając się o Ciebie. Było nam dobrze,
miałam z lekka ściśnięte serce, bo widziałam Twoje znużenie, ale jednocześnie
czułam, że jesteś szczęśliwy. Ja sama natomiast miałam poczucie, którego tak
często doświadczałam ostatnio, że nic już nas nie niepokoi. Przepełniał mnie
spokój i wielka tkliwość, jaką darzyłam wspaniałego towarzysza życia, który był
ze mną. Czułam, że moje życie należy do niego. Moje serce wypełnione było
miłością do Ciebie, mój Piotrze. Byłam szczęśliwa, czując, że tu obok Ciebie, w
tym pięknym słońcu, z widokiem na cudowną dolinę, niczego mi nie brak. To
dawało mi odwagę i wiarę w przyszłość. Nie wiedziałam, że nie ma dla mnie
przyszłości.
Irena zgrzała się. Pozwoliłam jej zdjąć sweterek, w którym zwykle jeździła na
rowerze. Pognała środkiem łąki, w samych krótkich spodenkach z niebieskiej
włóczki, w koszulce z krótkim rękawem i z gołą szyją, do domu po płócienną
bluzę. Podziwialiśmy ją, szczęśliwi, że jest taka ładna i ma w sobie tyle
wdzięku.
Rozłożyłam dla Ciebie na dworze ciepły koc, żebyś odpoczął. Trzeba było pójść
do gospodarstwa na wzgórzu. Chciałeś iść z nami; trochę się obawiałam, że Cię
to zmęczy, ale z drugiej strony byłam rada, że mam towarzysza, bo żal mi było
rozstawać się z Tobą. Szliśmy powolutku. Pilnowałeś, żeby Irena stawiała stopy
na zewnątrz. Na górze wysłaliśmy Emmę z Ireną do gospodarstwa, a sami z Ewą
skręciliśmy w prawo poszukać sadzawek z nenufarami, które podziwialiśmy tam
kiedyś. Sadzawki prawie wyschły, nenufarów nie było, za to kwitły kolcolisty.
Oglądaliśmy je z zachwytem. Nieśliśmy Ewę na zmianę, głównie ja ją niosłam.
Usiedliśmy obok stogu siana. Zdjęłam halkę, żebyś nie siedział na gołej ziemi.
Potraktowałeś mnie jak wariatkę i złościłeś się, ale nie zwracałam na to uwagi,
bałam się, żebyś się nie zaziębił. Ewa rozbawiała nas swoją przymilnością. W
końcu dołączyły do nas Emma z Ireną. Widać było z daleka płócienną bluzę Ireny.
Zaczęło się robić późno. Zeszliśmy ścieżką przez las, po drodze znaleźliśmy
kilka prześlicznych barwinków i fiołków. Kiedy wróciliśmy do domu, chciałeś od
razu jechać do Paryża. Zrobiło mi się bardzo smutno z
tego powodu, ale nie mogłam się sprzeciwiać, było to konieczne. Zrobiłam Ci
szybko kolację i pojechałeś.
Nazajutrz zostałam jeszcze w Saint Remy, wróciłam dopiero we środę pociągiem o
2.20. Pogoda była obrzydliwa, zrobiło się zimno i deszczowo. Ta okropna pogoda
miała Cię kosztować życie. Chciałam, żeby dzieci spędziły jeszcze jeden dzień
na wsi. Co mnie do tego podkusiło? Oznaczało to bowiem jeden dzień mniej przeżyty z Tobą. We środę
wieczorem przyszłam do Ciebie do laboratorium. Weszłam bocznymi drzwiami i
ujrzałam Cię przez okno w wielkiej sali, przed barometrem. Miałeś na sobie
fartuch i czapeczkę. Weszłam do środka, a Ty powiedziałeś, że pomyślałeś sobie,
iż w tak złą pogodę nie żal mi było opuszczać Saint Remy. Odpowiedziałam, że to
prawda i że chciałam tam zostać ze względu na dzieci. Poszedłeś po płaszcz i
kapelusz do pokoju, w którym pracuję, a ja czekałam na Ciebie koło barometru.
Udaliśmy się do restauracji Foyota. Po drodze
mówiliśmy o tym, kto otrzymał zaproszenie na dzisiejszą kolację Towarzystwa
Fizycznego. Byliśmy trochę zmartwieni obecnością osób postronnych. Zaczęłam się
nawet zastanawiać, czy nie lepiej by było, gdybym nie brała udziału w tej
kolacji. Miała to być jednak nasza ostatnia wspólna kolacja. Weszliśmy,
rozmawiałam z panią Rubens, znalazłam się blisko Ciebie dopiero przy stole.
Siedzieliśmy w jednym kącie stołu, rozdzieleni Henrykiem Poincare. Rozmawiałam
z nim o konieczności zastąpienia kształcenia humanistycznego kształceniem
nastawionym bardziej na nauki przyrodnicze. Wspomniałam o artykule, który się
nam podobał, mój Piotrze (czy to nie w Saint Remy go czytaliśmy?). Później,
nieco zażenowana tym, że to ja wciąż mówię, usiłowałam sprawić, żebyś Ty zabrał
głos. Wielokrotnie doznawałam uczucia, iż to, co Ty miałbyś do powiedzenia,
byłoby daleko bardziej interesujące niż to, co ja sama mogłam powiedzieć. We
wszystkich okolicznościach naszego życia miałam tę niewzruszoną wiarę w Ciebie
i w Twoją wartość. Rozmowa zeszła w tym momencie na Eusapię
i wywoływane przez nią zjawiska. Poincare wyrażał powątpiewanie z tym swoim
uśmiechem zainteresowanego nowościami sceptyka, Ty natomiast twierdziłeś, że
zjawiska te występowały naprawdę. Przypatrywałam Ci
się i po raz kolejny podziwiałam Twoją piękną głowę, promienny uśmiech i urok
Twoich prostych słów. Po raz ostatni słuchałam, jak przedstawiasz swoje
poglądy. Po kolacji odnaleźliśmy się dopiero przy wyjściu. Poszliśmy na dworzec
(chyba z Langevinem i Brillouinem).
Wróciliśmy do domu i pamiętam, że jeszcze przed wejściem dyskutowaliśmy na
temat nauczania, a więc o tym, co tak bardzo nas obydwoje interesowało.
Powiedziałam Ci, że ludzie, z którymi rozmawialiśmy, nie zrozumieli naszej
idei, że oni w nauczaniu nauk przyrodniczych dostrzegają wyłącznie
przedstawianie powszechnie znanych faktów. Nie pojęli, że chodziło nam o to, by
dzieci nauczyły się prawdziwie kochać przyrodę i życie, a zarazem pragnęły je
poznać. Byłeś tego samego zdania i poczuliśmy, że istnieje między nami wzajemne
porozumienie - rzadkie i godne podziwu. Czyż nie powiedziałeś wtedy - już tego
nie pamiętam - ale przecież tyle razy mi to powtarzałeś, mój Piotrze:
"Naprawdę na wszystko patrzymy w ten sam sposób", albo coś w tym
rodzaju, słowa już mi się zacierają. A ja Ci odpowiedziałam: "Tak,
Piotrze, jesteśmy stworzeni do tego, by razem iść przez życie", albo coś
podobnego.
Niestety, nie pamiętam już, jak zakończył się ten ostatni dzień. [...]
Emma uprzedziła nas, że Ewa marudziła przed zaśnięciem. Poprosiłam Cię o
zdjęcie butów, żeby nie robić hałasu. W nocy mała się obudziła, musiałam wziąć
ją na ręce i kołysać. Później położyłam ją między nami. Wyjaśniłam Ci, że musi
się rozgrzać, a Ty prosiłeś mnie, żebym się nią zajęła i uspokoiła ją. Potem
kilkakrotnie ją pocałowałeś. Wkrótce zasnęła i mogłam odnieść ją z powrotem do
łóżeczka. Ewa zbudziła Irenę, ale ta szybko ponownie zasnęła. Niezbyt dobrze
pamiętam, co zdarzyło się na drugi dzień rano.
Weszła Emma, powiedziałeś jej, że nie prowadzi domu wystarczająco dobrze
(zażądała podwyżki).
Wychodziłeś, śpieszyłeś się, byłam w tym czasie zajęta dziećmi. Wyszedłeś,
pytając mnie z dołu, czy przyjdę do laboratorium. Odpowiedziałam Ci, że nie mam
pojęcia i żebyś nie zawracał mi głowy. I wtedy właśnie wyszedłeś. Ostatnie
zdanie, z jakim zwróciłam się do Ciebie, nie było więc
zdaniem pełnym miłości i uczucia. Ujrzałam Cię ponownie już martwego.
Wchodzę do salonu. Mówią mi: "On nie żyje". Czy można pojąć podobne
słowa? Piotr nie żyje, ten sam, którego widziałam, jak w dobrej formie
wychodził dziś rano z domu, ten sam, którego miałam nadzieję trzymać w
ramionach wieczorem. A teraz zobaczę Go martwego i to już koniec, na zawsze.
Bez przerwy powtarzam Twoje imię: "Piotrze, Piotrze, Piotrze, mój
Piotrze". To mi go niestety nie przywróci. Odszedł na zawsze,
pozostawiając po sobie pustkę i rozpacz.
Mój Piotrze, czekałam na Ciebie, zmartwiała, długie godziny. Przyniesiono mi
przedmioty, jakie przy Tobie znaleziono - Twoje pióro, Twój portfelik na
wizytówki, Twoją portmonetkę, Twoje klucze; Twój zegarek nie przestał chodzić,
podczas gdy Twoja biedna głowa otrzymała straszliwe uderzenie, które ją
zmiażdżyło. To wszystko, co mi po Tobie zostało, nie licząc kilku starych
listów i paru dokumentów. To wszystko, co mam w zamian za czułego, kochanego
przyjaciela, z którym miałam nadzieję spędzić życie.
Przyniesiono mi Go wieczorem.
Pierwsza ucałowałam w karetce Twoją twarz, tak mało zmienioną. Później
przeniesiono Cię do domu i ułożono na łóżku w pokoju na dole. Nadal Cię
całowałam, byłeś jeszcze miękki i niemal ciepły. Całowałam Twoją kochaną rękę,
która jeszcze nie zesztywniała. Powiedziano mi, żebym wyszła, ponieważ trzeba
Cię rozebrać. A ja, ogłupiała, posłuchałam - doprawdy nie rozumiem, jak mogłam
być tak szalona. To ja powinnam zdjąć z Ciebie Twoje biedne, zakrwawione
rzeczy, nikt inny nie powinien tego robić, nikt inny nie powinien Cię dotykać.
Jak to możliwe, że nie pojęłam tego od razu? Później oprzytomniałam i coraz
trudniej było mi oderwać się od Ciebie, siedziałam wciąż w Twoim pokoju,
pieściłam i całowałam Twoją twarz.
Straszne, ponure dni. Nazajutrz przyjazd Jakuba, szlochania i łzy.
My dwoje - Jakub i ja - wciąż wracamy, żeby na Ciebie patrzeć. Pierwsze słowa
Jakuba u Twego łoża brzmiały: "On posiadał wszystkie zalety i nie było
nikogo, kto mógłby się z Nim równać". Dobrze rozumiemy się z Jakubem, jego
obecność była dla mnie pociechą. Razem trwaliśmy obok tego, komu byliśmy
najbliżsi, razem Go opłakiwaliśmy, razem czytaliśmy dawne listy i to, co
pozostało z Twojego dziennika. Och, jakże żałuję, że Jakub wyjechał.
Piotrze, mój Piotrze, leżysz tu spokojnie niczym biedny ranny, który odpoczywa,
drzemiąc z obandażowaną głową. Twoja twarz jest wciąż jeszcze łagodna i
spokojna. To nadal jesteś Ty, pogrążony w sennym marzeniu, z którego nie możesz
się wyrwać. Twoje wargi, które nazywałam łakomymi, są blade i bezbarwne. Twoja
siwiejąca bródka; ledwie widać Twoje włosy, ponieważ tam zaczyna się rana i
ponad czołem po prawej stronie można dostrzec pękniętą kość. Och! Jak bardzo
musiało Cię boleć, jakżeś krwawił, Twoje ubranie jest przesiąknięte krwią. Jakież straszne uderzenie otrzymała Twoja biedna
głowa, którą tak często trzymałam w dłoniach i pieściłam. Ucałowałam jeszcze
Twoje powieki. Jakże często przymykałeś je po to, bym je całowała, zwracając do
mnie głowę znajomym gestem. Ten gest będzie się coraz bardziej zacierał w mojej
pamięci; już dziś to wspomnienie jest mgliste i niewyraźne. Och! Jakże
przeklinam ten mój brak wzrokowej pamięci, który sprawia, że nie jestem w
stanie odtworzyć tego, co znikło. Wkrótce będę już tylko mogła pomagać sobie
Twoimi portretami. Och! Potrzebowałabym pamięci, jaką mają malarze i
rzeźbiarze, po to, byś wciąż żył w moich oczach i żeby Twój drogi wizerunek nie
znikł na dobre, lecz nadal wiernie mi towarzyszył.
Przykro mi, że to, co piszę, jest chłodne i że nie potrafię utrwalić
wspomnienia tych okropnych godzin. Czy mogę zatem mieć
nadzieję, że uda mi się coś ocalić z tej katastrofy i zachować na przyszłość
jako punkt oparcia dla moich skołowanych myśli?
1 maja
Mój Piotrze, jakże wszystko jest przygnębiające w tym domu, który opuściłeś.
Ten dom nie ma już duszy, wszystko jest smutne, ponure i pozbawione sensu.
W sobotę rano złożyliśmy Cię do trumny. Podtrzymywałam Ci głowę, gdy Cię
przenoszono. Prawda, że nie chciałbyś, by robił to kto
inny? Pocałowałam Cię, również Jakub, a także Andrzej złożyli ostatni pocałunek
na Twojej zimnej, ale jakże wciąż kochanej twarzy. Włożyliśmy do Twojej trumny
kilka kwiatów oraz mój portrecik "małej grzecznej studentki", jak
mnie nazywałeś, i który tak lubiłeś. To ten portret powinien towarzyszyć Ci w
grobie, ponieważ jest to wizerunek tej, którą wybrałeś, tej, która miała
szczęście podobać Ci się na tyle, że nie zawahałeś się
zaproponować jej, by dzieliła z Tobą życie, mimo że widziałeś ją zaledwie kilka
razy. Wielokrotnie mi powtarzałeś, że to właśnie wtedy, ten jedyny raz w życiu,
działałeś bez najmniejszego wahania, ponieważ byłeś całkowicie przekonany, że
postępujesz właściwie. Mój Piotrze, wierzę, że się nie pomyliłeś. [...]
byliśmy stworzeni, by razem spędzić życie. Nasz
związek był nam pisany. Tyle tylko, że powinien trwać znacznie dłużej.
Ostatni pocałunek, zamknięto trumnę i już Cię nie widzę. Nie godzę się, żeby ją
okryto tą okropną czarną szmatą. Okrywam trumnę kwiatami i siadam obok. Niemal
nie ruszam się z miejsca aż do chwili, kiedy ją wynoszą. Chcę powiedzieć tu, co
wtedy czułam. Siedziałam sama obok Twojej trumny, złożyłam na niej głowę,
przycisnęłam czoło. I w tej ogromnej rozpaczy zaczęłam do Ciebie przemawiać.
Powiedziałam Ci, że Cię kocham i że zawsze Cię kochałam całym sercem.
Powiedziałam Ci, że Ty o tym wiedziałeś [...]
i że złożyłam Ci ostateczną ofiarę z całego mojego
życia i przyrzekłam Ci, że nigdy nie oddam nikomu miejsca, jakie Ty zajmowałeś
w moim życiu, i że spróbuję żyć w taki sposób, w jaki Ty byś sobie życzył. I
wydawało mi się, że z tego chłodnego kontaktu pomiędzy moim czołem a trumną
spłynęło na mnie coś na kształt spokoju i nadziei, że odnajdę jeszcze w sobie
odwagę do życia. Czy była to tylko iluzja, czy też nagromadzenie płynącej od
Ciebie energii, przepełniającej zamkniętą trumnę i działającej w taki sposób,
jakby to był Twój dobroczynny wpływ na mnie?
Przychodzą, żeby Cię zabrać, zasmucone twarze, spoglądam na nich bez słowa.
Odprowadzamy Cię do Sceaux i patrzymy, jak składają
Cię w wielkiej, głębokiej dziurze, w której znajdzie się Twoje ostatnie
posłanie. Później ten okropny szereg przesuwających się postaci. Chcą nas
stamtąd zabrać.
Wracamy, Jakub i ja, chcemy patrzeć do końca. Zasypują grób, kładą na nim
wiązanki kwiatów, wszystko skończone, Piotr śni swój ostatni sen pod ziemią. To
koniec wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego.
Prawda, że dobrze zrobiłam, Piotrze, nie godząc się na hałaśliwą ceremonię
pogrzebową? Wiem, jak bardzo nienawidziłeś wszelkich uroczystości. Wolałeś -
jestem tego pewna - odejść po cichu, bez niepotrzebnych peanów, bez przemówień.
Zawsze lubiłeś spokój. Jeszcze podczas ostatnich dwóch dni, jakie spędziliśmy
wspólnie w Saint Remy, powiedziałeś mi, że spokój działa na Ciebie zbawiennie.
Nie wiem, jak upłynęły wieczór i noc. Nazajutrz powiedziałam o wszystkim Irenie,
która była u Perrinów. Wcześniej powiedziałam jej
tylko, że jej ojciec dotkliwie zranił się w głowę i że nie może na razie wrócić
do domu. Irena śmiała się i bawiła nieopodal, podczas gdy my czuwaliśmy przy
jej zmarłym ojcu. Kiedy powiedziałam jej prawdę - uważałam, że powinna ją
usłyszeć ode mnie, było to moim obowiązkiem matki - najpierw nie zrozumiała i
pozwoliła mi odejść, o nic się nie dopytując. Potem
jednak podobno płakała i chciała być razem z nami. W domu długo zalewała się
łzami, a następnie poszła do swoich małych przyjaciół szukać zapomnienia. Nie
spytała mnie o żaden szczegół i na początku bała się rozmawiać o ojcu. Patrzyła
dużymi, niespokojnymi oczyma na czarne ubrania, jakie mi przyniesiono.
Pierwszej nocy, którą spędziła w domu, śpiąc w moim łóżku, obudziła się rankiem
i, bardzo jeszcze zaspana, zaczęła szukać mnie ręką, a po chwili płaczliwym
tonem spytała: "Me nie umarła, prawda?". Teraz wydaje się, że już o
tym nie myśli, chociaż poprosiła ponownie o portret ojca, który zdjęto z okna w
jej pokoju. Dziś pisząc list do swojej kuzynki, Magdaleny, nie wspomniała o
ojcu. Wkrótce o wszystkim zapomni, a zresztą czyż ona wiedziała, kim był jej
ojciec? Ale ta strata zaciąży na jej życiu i nigdy nie dowiemy się, jak wielką
krzywdę jej to wyrządzi. Marzyłam bowiem, mój Piotrze,
i często Ci to powtarzałam, żeby ta córka, która najwyraźniej odziedziczyła po
Tobie zdolność do głębokiej, spokojnej refleksji, zaczęła jak najszybciej
pracować razem z Tobą, rozwijając w ten sposób to, co w niej najlepsze. Któż
inny da jej to, co tylko Ty sam mogłeś jej przekazać?
Przyjazd Józefa i Broni. Są dobrzy. Ale za dużo się mówi w tym domu. Widać, że
Ciebie już tu nie ma, mój Piotrze, Ciebie, który nie znosiłeś hałasu. Irena
bawi się z wujem i ze stryjem. Ewa, która w czasie tych wszystkich wydarzeń
dreptała po domu z radosną nieświadomością, bawi się i śmieje. Wszyscy stale
coś mówią. A ja oczami duszy widzę Piotra na łożu śmierci i cierpię. Wydaje mi
się, że przychodzi już do mnie zapomnienie, straszliwe zapomnienie, które
zabija pamięć o tym, którego kochałam. Mój smutek rośnie, pogrążam się w
kontemplacji obrazów płynących z wnętrza mojej duszy.
Teraz w domu jest trochę spokojniej. Jakub i Józef wyjechali, moja siostra
odjeżdża jutro. Ludzie wokół mnie zapominają. Jeśli chodzi o mnie, to zdarzają
mi się chwile niemal całkowitej obojętności. Najbardziej dziwi mnie to, że od
czasu do czasu mogę pracować. Ale te momenty uspokojenia są rzadkie. Zwykle
ogarnia mnie obsesyjna rozpacz przeplatana chwilami lęku i niepokoju, a czasem
przychodzi mi do głowy absurdalna myśl, że to wszystko jest tylko złudzeniem i
że Ty powrócisz. Czyż wczoraj, słysząc, jak ktoś zamyka drzwi wejściowe, nie
pomyślałam w zupełnie absurdalny sposób, że to Ty?
W niedzielę rano, po raz pierwszy od Twojej śmierci, poszłam z Jakubem do
laboratorium. Usiłowałam zrobić jeden pomiar do krzywej, nad którą wspólnie
pracowaliśmy. Ale po jakimś czasie poczułam, że nie jestem w stanie tego
zrobić. W laboratorium panował przeraźliwy smutek, to miejsce wydało mi się
pustynią. Poszłam tam jednak ponownie i wykonałam z pomocą asystentów Piotra
najpilniejsze pomiary. Zrobiłam też kilka obliczeń, żeby rozszyfrować ostatnie
notatki w Twoim dzienniku laboratoryjnym, związane z oznaczaniem
promieniowania, i zajęłam się krzywą rozpadu promieniotwórczego. Są różne
momenty. Chwilami wydaje mi się, że niczego nie czuję i że jestem w stanie
pracować, ale zaraz powraca niepokój i zniechęcenie.
Proponują mi Twoją spuściznę,
mój Piotrze, Twoje wykłady i kierowanie Twoim laboratorium. Zgodziłam się. Nie
wiem, czy to dobrze, czy źle. Często mówiłeś mi, że chciałbyś, abym prowadziła
wykład na Sorbonie. Poza tym chciałabym przynajmniej spróbować pracować dalej.
Czasem wydaje mi się, że w ten sposób będzie mi łatwiej żyć, kiedy indziej znów
czuję, że podjęcie się czegoś takiego byłoby z mojej strony szaleństwem. Ileż
razy powtarzałam Ci, że gdyby Ciebie zabrakło, najprawdopodobniej nie byłabym w
stanie kontynuować pracy sama. To w Tobie pokładałam całą moją nadzieję
związaną z pracą naukową, i oto porywam się prowadzić ją dalej bez Ciebie.
Mówiłeś mi, że nie mam racji i że "mimo wszystko trzeba pracować
dalej", ale czyż sam nie powtarzałeś mi wielokrotnie, że "gdyby mnie
zabrakło, być może nadal byś pracował, lecz czułbyś się jak ciało bez
duszy". A ja, gdzie znajdę teraz duszę, skoro moja własna odeszła wraz z
Tobą?
Razem z siostrą palimy ubranie, jakie miałeś na sobie w dniu katastrofy. W
wielki ogień wrzucam strzępy materiału z grudkami zakrzepłej krwi i resztkami
mózgu. Przerażenie i męka. Całuję to, co zostało z Ciebie na tym wszystkim,
chciałabym odurzyć się cierpieniem, wypić kielich goryczy do dna, by zaznać
każdego z Twoich cierpień, nawet gdyby miało mi od tego pęknąć serce.
Po ulicy chodzę jak zahipnotyzowana, nie dbając o nic. Nie zabiję się, nawet
nie pragnę popełnić samo-bójstwa. Czyż jednak wśród
tych wszystkich pojazdów nie znajdzie się taki, który sprawi, że podzielę los
mojego ukochanego?
7 maja
Mój Piotrze, życie bez Ciebie jest okrutne, to niepokój, jakiego nie sposób
wyrazić, rozpacz bez dna, smutek bez granic. Odkąd przestałeś istnieć, minęło
18 dni, a myśl o Tobie nie opuściła mnie ani na moment, poza czasem
kiedy śpię. Na jawie ani na chwilę nie mogę przestać myśleć o Tobie,
coraz większą trudność sprawia mi myślenie o czymkolwiek innym, a w efekcie
coraz trudniej mi się pracuje. Wczoraj po raz pierwszy od tego strasznego dnia
Irena powiedziała jakieś śmieszne słowo i roześmiałam się, ale zaraz poczułam
wyrzuty sumienia, że się śmieję. Pamiętasz, jak wyrzucałeś sobie, że zaśmiałeś
się kilka dni po śmierci Twojej Matki? Powiedziałeś do mnie smutnym głosem:
"Kochana, misiaczek się roześmiał", a ja Cię pocieszałam, jak tylko
umiałam najlepiej. Siedzieliśmy na łóżku, w naszej sypialni, przy ulicy Glaciere. Mój Piotrze, myślę o Tobie bez przerwy i bez
końca, pęka mi od tego głowa i rozum się miesza. Nie mogę pojąć, że przyjdzie
mi teraz żyć, nie widząc Ciebie, nie uśmiechając się do słodkiego towarzysza
życia, do mojego tak czułego i tak oddanego przyjaciela.
Pamiętasz, jak opiekowałeś się mną, gdy się źle czułam po porodach i po [...]
Mój Piotrze, kochałam Cię i nie wiem, jak żyć bez Ciebie. Od dwóch dni drzewa
mają liście i ogród wygląda pięknie. Dziś rano podziwiałam dzieci, które
wyglądały ślicznie. Myślałam o tym, że Tobie też wydałyby się piękne i że
zawołałbyś mnie, żeby mi pokazać kwitnące barwinki i narcyzy.
Wczoraj byłam na cmentarzu. Nie mogłam zrozumieć słów "Piotr Curie"
wyrytych w kamieniu. Bolało mnie słońce i piękno przyrody. Zakryłam twarz
welonem, żeby na wszystko patrzeć poprzez krepę. Pomyślałam też, że jest Ci tu,
na tym małym cmentarzyku w Sceaux, spokojniej niż
gdziekolwiek indziej. [...]
Piotrze, jakże ściska się serce na wspomnienie Twojego drogiego wizerunku.
Wydaje mi się, że rozmiar mojego cierpienia powinien wystarczyć, by rozerwać to
serce i zakończyć życie, z którego odszedłeś.
Mój piękny, mój dobry, mój drogi, kochany Piotrze. Och, jakżebym chciała Cię
ujrzeć, zobaczyć Twój dobry uśmiech, łagodną twarz, usłyszeć Twój niski i miły
głos i przytulić się do Ciebie mocno, tak jak to często czyniliśmy. Piotrze, ja
nie mogę, ja nie chcę tego wszystkiego znieść. Dalsze życie jest niemożliwe. Ta
ofiara złożona właśnie z Ciebie, najsprawiedliwszego, najżyczliwszego,
najbardziej oddanego człowieka, który nie wyrządził nikomu krzywdy. Ach,
Piotrze, nigdy nie starczy mi łez, by Cię opłakać, nigdy nie starczy mi myśli,
by Cię wspominać, i wszystko, co mogę robić i czuć, jest daremne wobec takiego
nieszczęścia. [...]
przywrócić mnie do życia, wydaje mi się, że to
złudzenie, które jednakże nie jest pełne.
W głębi duszy czuję, że to wszystko rzeczywiście się stało i zachowuję się jak
ktoś, kto próbuje oszukiwać samego siebie, z marnym zresztą skutkiem. Zdaję
sobie jednak sprawę, że po to, by osiągnąć choćby najmniejszy sukces w pracy,
muszę przestać myśleć o moim nieszczęściu, kiedy pracuję. Na razie nie wydaje
mi się to możliwe; co więcej sama myśl, że mogłoby się tak zdarzyć, wywołuje we
mnie obrzydzenie. Sądzę, że po utracie Piotra nie będę mogła się śmiać z całego
serca już do końca moich dni.
11 maja rano
Mój Piotrze, wstaję po nocy dość dobrze przespanej, stosunkowo spokojna, ale
nie mija nawet kwadrans, a oto znów mam ochotę wyć jak dzikie zwierzę.
14 maja
Mój Piotrusiu, chciałabym Ci powiedzieć, że kwitną już szczodrzeńce, a
glicynie, głóg i irysy zakwitną lada chwila. Byłbyś rad, widząc to wszystko i
mogąc grzać się w słońcu.
Chcę Ci też powiedzieć, że dostałam nominację na Twoją katedrę i że znaleźli
się głupcy, którzy mi tego gratulowali. A także, że żyję nadal w rozpaczy i nie
wiem ani co ze mną będzie, ani w jaki sposób spełnię zadanie, jakie stoi przede
mną. Czasem wydaje mi się, że mój ból się wyczerpał i wyciszył, ale on zaraz
powraca, silny i natarczywy.
Chcę Ci powiedzieć, że nie kocham już ani słońca, ani kwiatów, ich widok
sprawia, że cierpię, czuję się lepiej, gdy jest brzydka pogoda, taka jak w dniu
Twojej śmierci, i jeżeli całkiem nie znienawidziłam pięknej pogody, to tylko dlatego, że jest ona potrzebna moim dzieciom. [...]
Rankiem w niedzielę poszłam na grób mojego Piotra. Chcę zamówić grobowiec i
trzeba będzie przenieść trumnę.
Całymi dniami pracuję w
laboratorium, to wszystko, do czego jestem zdolna; czuję się tam lepiej niż
gdziekolwiek indziej. Dociera do mnie coraz bardziej, że moje życie z Tobą
skończyło się nieodwołalnie, to wszystko minęło i coraz bardziej oddala się ode
mnie; pozostał tylko smutek i zniechęcenie. Nie sądzę, żeby cokolwiek mogło mi
dać prawdziwą osobistą radość, może z wyjątkiem pracy naukowej; chociaż i to
nie, ponieważ jeśliby mi się powiodło, nie mogłabym znieść myśli, że Ty o tym
nie wiesz. Ale to laboratorium daje mi złudzenie, że trzymam się kawałka
Twojego życia i świadectwa Twojego istnienia.
Odnalazłam Twój portrecik, na którym jesteś obok wagi, zrobiony z pewnością
ręką amatora, a nie jakieś dzieło sztuki, ale uśmiechasz się na nim tak
pogodnie, że za każdym razem, gdy na niego spoglądam, wzbiera we mnie szloch.
Zdaję sobie bowiem sprawę, że już nigdy nie ujrzę tego
słodkiego uśmiechu.
10 czerwca
Płaczę znacznie mniej i mój smutek nie jest już tak silny, ale przecież nie
zapominam. Wszystko wokół mnie jest ponure. Codzienne troski nie pozwalają mi
nawet pomyśleć w spokoju o moim Piotrze. A przecież usiłowałam otoczyć się
wielką ciszą, sprawić, by świat o mnie zapomniał. Mimo to ledwie daję sobie
radę z własnymi myślami. Martwię się stale o dom, dzieci i laboratorium.
Ale nawet na chwilę nie zapominam, że utraciłam Piotra, tyle tylko, że trudno
mi myśleć o Nim ze skupieniem i niecierpliwie wyglądam chwili, kiedy będę w
stanie to uczynić.
Widziałam, jak przenoszono skrzynię z Jego ciałem do prowizorycznego grobowca.
Był tak blisko mnie i tak bardzo chciałam Go zobaczyć. Jakże mi żal, że ta
skrzynia, w której zamknięte jest to, co miałam najdroższego na świecie, znów
zostanie zamurowana pod ziemią. Odczuwam potrzebę chodzenia na cmentarz. Jestem
tam bliżej Piotra i mogę bez przeszkód żyć myślami o Nim. Znoszę jakoś życie,
ale wydaje mi się, że już nigdy nie będę potrafiła się nim cieszyć, choć tak
wiele mi pozostało. Nie jestem bowiem osobą pogodną i
wesołą z natury, czerpałam dotąd odwagę ze spokoju ducha, jaki cechował Piotra,
ale to źródło wyschło.
Byłeś ucieleśnieniem uroku i szlachetności, a także najwspanialszych talentów.
Zanim Cię poznałam, nie spotkałam nikogo podobnego do Ciebie i nigdy potem nie
widziałam osoby równie doskonałej. Gdybym Cię była nie poznała, nigdy bym nie
przypuszczała, że w ogóle można być takim człowiekiem.
6 listopada
Wczoraj dałam pierwszy wykład w zastępstwie mojego Piotra. Jakiż smutek i
rozpacz! Byłbyś szczęśliwy, widząc mnie w roli profesora Sorbony, a ja sama
zrobiłabym to dla Ciebie z największą ochotą. Ale robić to zamiast Ciebie,
zamiast mojego Piotra, czy można sobie wyobrazić coś bardziej okrutnego? Jakże
ja z tego powodu cierpiałam, jak bardzo upadłam na duchu. Czuję, że zgasła we
mnie cała chęć do życia i pozostał mi jedynie obowiązek wychowania dzieci, a
także wola kontynuowania zadania, którego się podjęłam.
Może jeszcze pragnienie udowodnienia światu, ale przede wszystkim sobie samej,
że ta, którą tak mocno kochałeś, przedstawia rzeczywiście jakąś wartość. Mam
też niejasną nadzieję, niestety bardzo słabą, że być może poznasz moje życie
pełne smutku i wysiłku, i będziesz mi wdzięczny, i że dzięki temu być może
łatwiej odnajdę Cię na tamtym świecie, o ile takowy istnieje. Gdyby tak
rzeczywiście było, muszę postępować tak, aby móc Ci powiedzieć, że zrobiłam
wszystko, by okazać się godną Ciebie. Tylko to mnie obecnie interesuje. Nie
mogę więcej myśleć o życiu dla siebie samej, czuję się do tego niezdolna i nie
mam na to najmniejszej ochoty. Życie i młodość są poza mną. Nie wiem już, co to
jest radość, czy nawet przyjemność. Jutro skończę 39 lat. Ponieważ
postanowiłam, że nie będę już więcej żyć dla siebie samej i nie będę robić
niczego w tym kierunku, prawdopodobnie zostanie mi trochę czasu, by -
przynajmniej częściowo - zrealizować zadania, jakie przed sobą postawiłam.
Rano przed wykładem poszłam na cmentarz, stanęłam przed Twoim grobem. Dawno już
do Ciebie nie zachodziłam, bo byłam w Saint Remy i przygotowywałam się do
wykładów. Kiedy zamieszkam w Sceaux, chciałabym tu
często przychodzić, ponieważ mam nadzieję, że na cmentarzu będę mogła o Tobie
myśleć spokojnie. Gdzie indziej życie stale mnie rozprasza.
Kwiecień 1907 roku
To już rok. Żyję dla Jego dzieci, dla Jego starego ojca. Czuję nadal ból, choć
przytłumiony. Spoczywa na mnie wielki ciężar. Jakby to było dobrze zasnąć i już
się nie obudzić. Moje kochane córeczki są jeszcze takie małe. Jakże ja jestem
zmęczona.
Czy będę miała jeszcze kiedykolwiek odwagę pisać?
* Autorka tego niezwykłego dziennika miała niespełna 39 lat. Od 11 lat
była żoną wybitnego francuskiego naukowca, Piotra Curie, matką ośmioletniej
Ireny i kilkunastomiesięcznej Ewy. Pochodziła z Polski. Ukończyła nauki ścisłe
i matematykę na paryskiej Sorbonie. Za badania nad zjawiskiem
promieniotwórczości wraz z mężem i Henri Becquerelem dostała w 1903 r. Nagrodę Nobla z fizyki.
19 kwietnia 1906 roku Piotr zginął pod kołami wozu
konnego. Maria nie mogła się pogodzić ze stratą. Zrozpaczona chwyciła za pióro.
Powstał niezwykły dokument, świadectwo wielkiej miłości i wielkiej rozpaczy.
Dokument przez lata był niedostępny. Niewielkie jego fragmenty znalazły się w
książce z 1937 r. "Marie Curie" autorstwa jej córki, Ewy (wyd.
polskie w 1938 r.). W 1990 r. rodzina Marii udostępniła dziennik Bibliotece
Narodowej w Paryżu. Dzięki temu polscy czytelnicy mogli się zapoznać z
kolejnymi fragmentami tego dokumentu, przytoczonymi w książce Susan Quinn "Życie Marii Curie" (Prószyński i S-ka, Warszawa, 1997). We Francji dziennik ukazał się
nakładem wydawnictwa Odile Jacob
w roku 1996. Pod koniec roku 1999 Małgorzata Sobieszczak-Marciniak,
dyrektor Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, sprowadziła kopię
rękopisu dziennika do kraju. To dzięki jej inicjatywie, a także wsparciu
finansowemu Komitetu Badań Naukowych, przedstawiamy dziś po raz pierwszy w
Polsce pełny tekst intymnych zapisków Marii. W kilku miejscach (zaznaczyliśmy
je kropkami) niewielkie fragmenty dziennika zostały usunięte.
Najprawdopodobniej dokonała tego sama Maria Skłodowska-Curie.